Moim zdaniem, żeby rozumieć Albanię, trzeba czuć góry i morze. Do gór jeszcze wrócimy, popatrzmy na morze.

Albania na zachodzie ma dostęp do morza Adriatyckiego oraz do morza Jońskiego. Najbliższym sąsiadem na zachodzie są Włochy, jedynie 72 km przepaści cieśniny Otranto. Jest to ważny szlak handlowy: archeolodzy odnaleźli w tej cieśninie wraki ponad 20 statków starożytnych, w tym rzymski statek sprzed 2200 lat wraz z ładunkiem 300 amfor. Również dziś pozostaje to ważna trasa pożądanych lecz niedozwolonych ludzi i towarów: w 1997 r. po zderzeniu z włoską marynarką wojenną zatonęła łódź przeładowana zdesperowanymi Albańczykami, próbującymi uciekać przed zamieszkami do raju włoskiego. Zatonęło ponad 100 osób, głównie dzieci i kobiety. Czyli dzień jak co dzień w morzu śródziemnym.

Więc, riwiera jońska jest zachwycająca i bardzo intensywna. Turkusowa woda, jasny piasek, małe skaliste wyspy o ostrych krawędziach, morskie jaskinie, ukryte dzikie plaże przy wiszących skałach. Szałwia szaleje, tymianek, oregano i dzika bazylia wchodzą w nozdrza i potem żadne kupne nie smakują, delikatne kwiaty pomarańczy i cytryn, dyskretny błysk oliwek i ich pokręcone pnie, zapach świeżo zaparzonej czarnej jak diabeł kawy, odrobina rakiji, wesołe pomidory i soczyste arbuzy, kuszące figi, wytrawne kruche sery, chrupiące granaty, światło przez które zdjęcia wychodzą głupie, surowość gór i łagodność cytrusowych tarasów, zbudowane solidarnie przez więźniów i studentów.

Najlepiej jechać samochodem wzdłuż wybrzeża, na styku nieba, morza i gór i zatrzymać się tam, gdzie widzimy małą ledwo dostępną plażę. Nie będę tu zdradzać gdzie. Ale dodatkowo polecam Ksamil – cudne plaże, Saranda – starożytne miasto, które widziało wszystko i wszystkich, Butrinti – dziedzictwo kulturowe UNESCO założone podobno przez uchodźcę z Troi, nijakiego Enniusza, Syri i Kalter – źródło wody bijące wprost z trzewi ziemi, jest to prawdziwe doświadczenie mistyczne.

Adriatyk ma zupełnie inny kolory, zapachy, temperaturę i sól niż Jon. Jest dużo spokojniejszy, przestrzenny, oddechowy, medytacyjny. Szerokie kojące plaże ciągnące się kilometrami, uspokajający szum, zaokrąglone góry, pogodność miast, które maja nazwę w każdym starożytnym języku. Durres – bardzo się zmienił, ale wciąż pozostaje dla mnie czuły, tajemniczy i mądry, Lezha – tu nie daleko można jeść wyśmienicie u Mrizi i Zanave Agroturizëm, Shkodra – zamek Rozafy, wciągające stare miasto, piękne dziewczyny i brama do gór lub do Czarnogóry.

Popatrzcie na zdjęcia, no, ja nie umiem tego opisać.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.