Albańczycy uwielbiają jeść, biesiadować, gotować, przejechać pół kraju żeby trafić do ulubionej restauracji, zapraszać gości do domu i zostać zaproszonymi do domów znajomych dalszych i bliższych.
Kuchnia albańska tradycyjnie jest to dość proste, lecz czasami czasochłonne, gotowanie na bardzo dobrych składnikach, lokalnych warzywach i owocach, które dostają około 280 dni słonecznych rocznie.
 
Albańczycy lubią też jeść mięso – jest kilka bardzo dobrych i oryginalnych przepisów z koziną i jagnięciną – np. zapiekanie całej biednej kozy w dziurze wykopanej w ziemi z rozmarynem i innymi ziołami. Przy czym, zazwyczaj są to kozy, które łażą w poboczach gór i mało czego się boją. Jak taka kózka patrzy Ci prosto w oczy sprzed samochodu, trochę głupio ją potem jeść, ale myślę, że w sumie te kozy mają nie najgorszego koziego życia. Jedynym pocieszeniem jest to, że jak już zwierze jest zabite, jest prawie w całości zjedzone. Mamy na przykład takie danie kukurec – czyli jelita owcze nadziewane płuckami i innymi podrobami, dobrze doprawione, skręcone w warkocik i pieczone na ruszcie. Jest to pikantne, tłuste, kruche i naprawdę smaczne. Mówię to ja – wegetarianka od nastu lat.
 
Tava e kosit – chyba też jest dość oryginalnym daniem, bo to jagnięcina zapiekana w jogurcie w glinianym naczyniu. Brzmi to dziwnie, smakuje specyficznie, ale jak jecie mięsa warto spróbować.
Jak już jesteśmy przy mięsach – podstawa i klasyka nad czym stoją całe Bałkany – qofte, czyli grillowane kotleciki mielone bardzo dobrze przyprawione. To jest najbardziej popularny uliczny fast food, podany np. z chlebkiem cebulą i posypany słodką papryką. W Tiranie przy meczecie przy ulicy Kavaja, jest bardzo stare Qofte Tymi, czyli Qofte Dym. Polecam, maja też dobre piwo i bardzo dobry tirański klimat.
 
Mamy już mięsiwo za sobą, przechodzimy do pyszności: sałatki z białym słonym serem, grillowane papryki i bakłażany, grillowany ser kackavall, fergesa (sos pomidorowo – parykowo –serowy pieczony w glinianym naczynku, pyszne!) japrak (nadziewane liście winogron), faszerowane papryki i bakłażany, albańska wersja musaka (ziemniaczano-bakłażaniowa), byreki z przeróżnymi nadzieniami – ja lubię serowy, ale bardzo dobry jest tez pomidorowy czy porowy; pasticio (zapiekanka makaronowo-serowa), petulla (ah, ah!!!) i kulace (ah, ah, ah!!!). W Albanii można jeść również bardzo dobrą pizzę, warto spróbować.
 
Tu warto wspominać meze – czyli takie intro lub dania towarzyszące. To trzeba koniecznie spróbować. Meze może być gęsty pyszny jogurt z pieprzem i olejem z oliwa, oliwki, frytki ziemniaczane (naprawdę smakują inaczej), przeróżne sałatki czy po prostu ogórki, pomidory i biały ser.
 
No, i najlepsze na koniec – embelsira, czyli desery! Podstawa to bakllava, kadaif, krem karamel, treelece, ashure albo genialny jogurt z miodem i orzechami włoskimi. Wszystkie słodycze są bardzo słodkie, dlatego też mają małe porcje.
Potem koniecznie czarna kawa. Znajdą się też całkiem przyzwoite lokalne winka. Piwa lokalne – też są. Rakiji nie polecam do posiłku. Rakija jest do rozmów przy meze, sączy się je powoli i długo.
Po kawie można jeszcze kawałek arbuza czy melona na trawienie.
 
Smacznego! Ju befte mire!
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.