Ostatnio uczę się mniej planować i bardziej podążać za tym co się pojawia. Owszem, praktykuję, prowadzę warsztaty, uczestniczę na warsztaty i jeszcze zajmuję się życiem poza jogowym. I zauważam, że to co się pojawia w wyniku włożonego zaangażowania i szczerej chęci jest dużo bardziej ciekawe i dobre niż to, co ja sama mogłabym zaplanować i realizować.

I tak, po tym, jak dużo czynników niezależnych ode mnie złożyło się w całość, znalazłam się w zespole Breathe Mama a potem wkrótce w Pałacu Osowa Sień, malowniczym pałacu z ogromnym zaczarowanym ogrodem, lekko schowanym w pięknym krajobrazie, wśród kilkunastu kobiet, małych dzieci i wspierających ich partnerów.

Sztuka jogi nie polega tylko na idealnym wykonaniu pozycji, sztuka jogi prowadzi praktykujących do bycia bardziej ludzkimi.

Donna Farhi

Lubię prowadzić zajęcia w grupach początkujących. To zawsze przypomina mi o świeżości patrzenia na pracę z ciałem, uproszczeniu i koncentracji przekazu. Wymaga to dużego skupienia nad tym, żeby prostymi środkami przekazać złożone procesy, które się dzieją, gdy postanowimy zwolnić i przyjrzeć się naszemu wnętrzu oraz duże poszanowanie dla osobistej drogi każdej z uczestniczek.

Dodatkowo prowadzenie zajęć jogi na wyjeździe, w którym joga jest tylko jeden ze sposobów znalezienia drogi do wewnętrznego środka i równowagi, wymaga jeszcze jak większej zdolności bycia otwartym, obecnym, bez oczekiwań.

Owszem, byłam przygotowana i miałam plan tematów na poszczególne dni warsztatu. Wzięłam ze sobą książki, świeżym okiem wróciłam do pozycji, które dawno przeczytałam i które stanowią dla mnie podstawę.

Jednak, gdy znalazłam się wśród kobiet i patrzyłam na nich, widziałam siebie, w ważnych momentach życiowych. Było to jak patrzenie na siebie z różnych perspektyw, co mnie poruszyło i wzbudziło dużo różnych emocji.

Wtedy cały plan i ułożone sekwencje poszły na odstawkę. Została wzmożona uważność na ruchy grupy oraz chęć prowadzenia tak, jak ja bym chciała bym prowadzona będąc w różnych zakrętach czy prostach życiowych.

Takie podejście do uczenia jogi jest bardzo wymagające. Z zewnątrz wygląda to tak, jakbyśmy krążyły na obszarach tematu, trochę nawet unikając bezpośredniej konfrontacji z tym co trudne i bolesne. Jednak uważny ruch ciała, nawet prosty czy pozornie dość znany, kieruje naszą uwagę tam, gdzie musi iść, żeby zadziała się właściwa praca.

Jeśli dołożymy do tego proste techniki oddechowe, koncentracji i automasażu – już mamy potężne narzędzia do pracy nad sobą.

Jestem zadowolona z tego jak ułożyła się praca na zajęciach, myślę, że każda z nas robiła tyle ile mogła by znaleźć drogę do siebie. Nawet najmniejsze sukcesy czy osiągnięcia na tej drodze znaczą dużo i pomogą znaleźć równowagę wewntrzną, która się przekłada na relacjach z bliskimi i światem zewnętrznym.

Nie byłoby to wszystko możliwe bez skoordynowanej pracy całego zespołu, od Karoliny (z czułą opieką nad wszystkim) po dziewczynach opiekujących się dziećmi (i to tak fajnie, że ja sama bym chętnie z nimi się bawiła) do Marty (ogarniaczka wszelakich niespodzianek) i oczywiście Viorika (która, pięknie poprowadziła kręgi i kreowała wspólną przestrzeń).

Ale prawda jest, że na każdym warsztacie (jogowym czy innym) najważniejsze jest jedzenie. Pyszne jedzenie potrafi uratować każdą wpadkę organizacyjną, kiepskie jedzenie zepsuje nawet najlepiej prowadzone zajęcia i warsztaty. Dla nas gotowały dwie kucharki, które nie tylko stworzyły pyszne i pożywne jedzenie. Kasia i Monika jak prawdziwe czarodziejki fruwały cały czas ze swoimi fartuchami nad garami, śmiejąc się z brzucha i dodając otuchy i odwagi. Dla mnie Dziewczyny – to prawdziwa Siła tego warsztatu – kłaniam się nisko Waszej pracy.

Na koniec, słowo o naszych wspaniałych gospodarzach. Matt i Jamie – co za para! Stworzyli miejsce proste, eleganckie, z dużym wyczuciem stylu i poszanowaniem historii dawnych mieszkańców i miejsc, których już nie ma. A Jamie (można by powiedzieć że moja sąsiadka 😉 ) to kobieta z nie wymuszoną elegancją, odrobiną ekstrawagancji, błyskotliwa z ciętymi ripostami. Sama przyjemność z nimi siedzieć w lochach, słuchać opowieści i kosztować rarytasy z lokalnych gospodarstw.

Nasza kondycja duchowa sprawdza się wyłącznie w kontaktach z bliźnimi. Siedząc na poduszce do medytacji, możemy sobie przypisywać najróżniejsze duchowe osiągnięcia. Tylko czy sprawdzą się one w relacjach z drugim człowiekiem.

Donna Farhi

Dziękuję wszystkim za wspólny czasu. Mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze się krzyżują.

Wszystkie zdjęcia zrobiła utalentowana Agata Dobrzańska.

Przydał Ci się ten post? Udostępnij go proszę znajomym.